poniedziałek, 8 września 2014

Buzia

Podniósł wzrok, zakreślił nim półkole, przysnął, zakreślił drugie – tym razem od lewej do prawej. Przelotny kontakt wzrokowy, zupełnie bez treści. Pech chciał, że z Hiszpanką, która wygląda jakby chłopcy się za nią oglądali, co pewnie zresztą chętnie czynią. Nie chce, żeby posądzano go o oglądanie się za dziewczynami. Nie chce, żeby dziewczyny posądzały go o oglądanie się za nimi. Przede wszystkim w końcu nie chce sam siebie o oglądanie się za dziewczynami posądzać. Twarz ludzka po raz kolejny przyszła z pomocą. Nieodkryta dotąd różnorodność kresek, cieńszych i grubszych, zaspokoiła głód poznawczy. Dotychczas istniały tylko dwa stany – norma i jej dopełnienie w postaci niezbyt estetycznego przerostu. Dzisiaj przerost wzbudza sympatię, norma zaś zgubiła się gdzieś w nieskończenie gęstym spektrum możliwości. Może norma to on; jakkolwiek nie grzałby mnie ni ziębił, bez dwóch zdań ma najładniejsze – smużki solidnego pędzla, jeszcze niewprawną, acz niezaprzeczalnie lekką ręką pociągnięte.

Dziewczyny są takie obrzydliwe z tymi wymuskanymi brwiami.

sobota, 10 maja 2014

Nie popłaczę sobie

Co do niewielu kwestii jestem tak przekonany, jak do klasycznej koncepcji definicji. Arystoteles wszystko elegancko wymyślił: szukamy najbliższego rodzaju, a następnie wskazujemy różnicę gatunkową. Dla zwierzątek  działa po dziś dzień, biologowi to zresztą oceniać, nie mnie. Grzechy są jak zwierzątka, raz przyjętych moralna osoba co do zasady nie porzuca. Odpowiedzialność: żeby ją wziąć wypada rozumieć zobowiązanie. A moje ego zaczęło rodzić nowe grzechy, teraz jestem pewien, utwierdził mnie w tym Stagiryta.
Rodzaj: grzech - nie zawsze możliwy do przewidzenia, ale z momentem zajścia odciska niepomijalne piętno w sferze sumienia;
Gatunek: nowy - wzbudza obrzydzenie sobą tak wielkie, że nie czuję się godzien ani smutku ani wytworów smutku innych osób;
Tyle w sferze faktów, reszta to spekulacja. Czy nie zbieram właśnie plonów bezprawnego zapożyczania z tego niezaistniałego ja, którym za wszelką cenę nie chciałem się stać? 

My to się chyba stuprocentowo mijamy w gustach. Co masz na myśli? Zawsze jak Ci powiem, że nie znoszę jakiejś książki, to się okazuje, że to jeden z twoich ulubionych autorów. Naprawdę, ale z czym tak było?
(...)
A Ty czemu taki zdyszany? Biegałem po lesie. Zgubiłem się, zaczęło padać, więc nikogo nie było w tym lesie, zacząłem się bać, kiedy trzeci raz mijałem to samo bajoro. Ale wrzuciłem sobie muzę na słuchawki i było fantastycznie, trochę się tylko niepokoiłem, że zaczniecie mnie szukać, jeśli nie zdążę na obiad, nie byłem w stanie wyjaśnić chłopakom, że idę pobiegać. Ty to zawsze szukasz takich ekstremalnych wrażeń.
(...)
W sumie jesteś trochę jak mój brat. Filozof czy szaman? Starszy, filozof. On zawsze szuka ekscytacji, strasznie boi się nudy. Bardzo często zadaje prowokacyjne pytania, żeby namieszać w dyskusji. Bardzo to lubię, to ciekawy gość. Ale czasami potrafi być w tym strasznie męczący. Zadaje serię pytań, żeby wyciągnąć ze mnie coś nietypowego, a ja coraz bardziej się na niego złoszczę. Mam wrażenie, że postrzega mnie jako mniej wartościowego człowieka.

środa, 7 maja 2014

człowiek

Spadła na mnie gwiazda
prawdziwa
niegdyś gwiazda
bez miejsca na moją
dziecinną po ojcu
naiwność
dzisiaj cierpi z nie mniejszym urokiem

upajam się chwilą
jedną z wielu tego dnia
pięknych osób chwilą
kolorów dobranych butów
wytartych
w bólu odeszła fizycznym jak przyszła
spojrzałem

Trochę tak
jak w tęsknocie matki
z dziećmi w dym mojego
papierosa wjeżdżają wózkami
wspominać
TE CZASY
kiedy w nie wierzyłem
i zobaczyłem
pupę wydatną jak nigdy

i czy to moje oczy czy
jak w japonskim komiksie
szczuplutkie nóżki
już nigdy nie będą takie
liczby nie kłamią:
budujesz gmach
podziel proces na nieskończoną liczbę kroków

sobota, 4 stycznia 2014

Prysznic

Jeszcze z miesiąc temu, w tej samej wannie
stałem bez majtek i kołysałem się
na falach ciepła
wody, z nad głowy
i myślałem, że kochać kogoś
komu nie podoba się
zachód słońca w górach
i pomarańcz ręcznika
to przejebane
zamknąłem oczy i wysunąłem stopę
i ruszałem biodrem
i całym ciałem
i nie podobało mi się to wszystko

Dzisiaj
wziąłem pół cytryny
wylałem ją sobie na głowę
i spytałem siostry czy ładnie pachnę
"ja nic nie czuję"
a ja jestem zdrowszy niż kiedykolwiek
zmyłem cytrusa z włosów miękkich
jak nigdy
poczułem, że boję się starości i śmiertelności

czwartek, 28 listopada 2013

neque abest suspicio

Znowu zaspałem, co z tym telefonem? Czarny ekran, odzwyczaiłem się już od ładowania go. Tylko raz na jakiś czas pokazuje mi jakiś bliski numer. Co gorsza, niektórzy przedsiębiorcy nauczyli się imitować bliskie numery: rozsuwam klapkę „Halo, halo”, cisza, „haaalo, halo dzieńdobry”, coraz bardziej żartobliwym tonem zaczynam pokrywać swoje zakłopotanie, na wypadek, gdyby to moja słuchawka była winna. Dopiero niedawno zorientowałem się, że państwo z telemarketingu znaleźli w międzyczasie podatniejszy grunt.

Są smsy, bardzo krótkie, nie tak jak moje – bardzo długie. Nie wiem co gorsze. Najczęściej, że coś z zajęć, w końcu jestem teraz pilnym uczniem, ludzie czegoś ode mnie chcą. Mnie jednak nie chcą. To nie jest roszczenie, ja nic od nich nie chcę, za to miło jak ode mnie chcą. Ich nawet chcieć nie powinienem – za daleko, dużo za daleko, to jasne. Myślę tylko, czy jak mówię, że tęsknie za Tobą to tęsknię za człowiekiem i wiem, że tylko Ty jesteś teraz dla mnie człowiekiem. Dzisiaj pomyślałem, że Ty jesteś do kochania. To był taki błysk, oświecenie. Wszystko stało się jasne. Ale chwila: Ja mam kochać czy być kochanym? ¬¬O Ciebie nie pytam, o Tobie nie piszę. [B-B-B-B-B]

Piszę, bo piszę. W końcu, na to czekałem. Dobrze czy źle? Raczej źle, ile można pisać o pisaniu. Mimo to powtarzam: dobrze, że piszę. Dobrze, bo jeszcze miesiąc temu byłem nieprzystępnym abnegatem. Dobrze, bo niedawno byłem jednym z idoli, pijanym. Dobrze, bo ostatnio byłem dosyć modny, dziewczyny się za mną oglądały. Dzisiaj jestem zmęczonym nazistą z krostami. Zyglew, zawsze jak ciebie widzę masz inną fryzurę! No w końcu się staram! Szokować się staram | masa notatek po zeszytach, zdań na przekór tak dalece, że nikomu nie chce się już nawet o nie spierać. Boję się czy chcę być wykluczony? Dobrze, och, jak dobrze, roztopić się w sobie!



piątek, 13 września 2013

Przepraszam

Przepraszam, że tak dużo czasu minęło zanim pojawiła się u mnie choćby iskierka samoświadomości. Niby tak jest zawsze, ale tym bardziej boli, że właśnie powtarzalność powinna być kluczem do unikania kolejnych błędów. KŁAMIESZ, KŁAMIESZ, TY CIĄGLE KŁAMIESZ. Tak kiedyś komuś powiedziałem, a słowa nie wybaczają. Czy naprawdę tylko obojętność nie będzie się mściła? A może to właśnie kosmiczna równowaga racji i braku racji. Ciągłości tak bardzo pragnąłem niejednokrotnie, a teraz z radością oderwałbym się od wszystkiego co robię, od wszystkiego, co nieuchronnie skieruje się przeciwko mnie. Przeraża świadomość, że naprawdę niedługo ta paskudna publiczna spowiedź przestanie wystarczać. Odraża mnie fakt, że oczyszczenie mogłoby przyjść tylko z treściami, które zabiorę ze sobą do grobu. Cierpienie stopniowo, ale nieodwracalnie przeradza się w nieustający strach. A to on każe mi walczyć na łokcie ze światem. A potem łokciem w brzuch, łokciem w oko dostaję. Gong, chwila wytchnienia z tytułu sentymentów, które ludzie dużo piękniejsi ode mnie z niejasnych przyczyn do mnie odczuwają, a może tylko chcieliby odczuwać i dlatego się oszukują. No i pusto jest. Bez konsekwencji, bez jakichkolwiek podniet, wszystko w sferze deklaracji. Szeroki uśmiech na ustach i napawanie się status quo. Ciągle knuję, od drobnych przeinaczeń się zaczyna, za dużo mówię. Przepraszam, przepraszam w noc przed. Noc-przed tak straszną, jak i cenną. Cieszę się, że tak trudno będzie mi Cię ciągnąć na dno na odległość.

niedziela, 8 września 2013

Płynie płynie

Przedtem:
Już przed powiedzeniem pierwszego słowa boję się tego fantastycznego, pawiego wręcz, ogona metafizycznych konsekwencji wszystkiego co padnie. Taka moja pokrętna religijność, bo o ile chyba w miarę obczajam już co można robić ludziom, a co nie za bardzo, to myśleć sobie, a co gorsza mówić to - ciągle się boję. Ale wybór jest prosty, mimo że podwójnie zły. Kto ma mówić jeśli nie ja. Osiągnąłem ideał szczęścia w obrębie tych wszystkich pożądań i wzorców, pośród których żyję,  a potrzebowałem ponad siedmiu tysięcy kilometrów, żeby móc sobie bezkarnie wobec moich wszystkich lokalnych szczęść to powiedzieć. Teraz mogę tylko brnąć w szczęście dalej albo ustawiać zasady szczęścia od nowa. A to drugie zupełnie się nie opłaca, tak duże szanse, że to nie wypali. Jeden kompromis, jeden wybór: tak długo tego szczęścia budować pomniki, żeby potem nie było szkoda, kiedy przyjdzie mój moment na zmiany. Nic się nie stanie, jeśli pójdę przez to na dno, nie jestem jedynym szczęśliwcem, zaskakująco nas wiele, globalna suma się nie zmieni, zawsze ktoś się znajdzie na moje miejsce.

T:
Tak bardzo mi było dzisiaj smutno, akurat na koniec lata. Z wielką pompą się zaczęło, by stopniowo wyssać moje siły. Tak bardzo było smutno, że po linie wciągał mnie symfoniczny metal puszczany gdzieś z parteru, zapach pizzy i w końcu światło zza bloków. Pochodziłem sobie tam i z powrotem i ze mnie zeszło, dobrze, że mój iPod ukrył się gdzieś w czeluściach pokoju. Przykro na myśl o tym wakacyjnym obijaniu się o ludzi, nic nie zapamiętałem, przeleciało, nic dużego. Zatopione, spóźniłem się, ale jest plan gry. No i smutek, tydzień do zmian, tak dużych zmian. Ale z dna najlepiej się na przyszłość knuje.

Poradnik przyszłego pisania:
  1. Medytacja - nic dużego, żeby trochę czasu mieć dla siebie. Bez muzyki, 3 godziny w tygodniu. Bieganko albo basen wydają się ekstra.
  2. Nie zwracać uwagi na detale, kto chciał, ten widział jak bardzo mi to nie wychodzi.
  3. Dość radochy z powierzchni, spróbowałem, jestem zjebany. Pewnie nie ja jeden, a nawet jeśli to nie przecież nie chcę być zjebanym. Patos zajebiście, emocje zajebiście, rozbuchane zajebiście. Bardzo mi duszno. Poza tym jeju tak długo już to trwa, pływy się chyba jakoś odwrócą.
  4. Ustawiam sobie cele, dużo zmieniam, to będzie konflikt. Znowu jestem na przegranej pozycji, a zatem na najlepszej pozycji.
  5. Unikać deklaracji pisanych, słowne często i gęsto.
I znowu zostało wszystko na czym mi nie zależało, to chyba znaczy, że uwikłałem się w ludzi trochę za bardzo, albo na niczym mi nie zależy, albo pora zacząć robić plany. Straszne gówno, nie da się uchwycić.