po pustym mieszkaniu. Na razie wszystkie moje wysiłki skupiają się na tym, aby dobrze się poczuć. Momentami nawet doprowadzam się do pożądanego dobrego samopoczucia. Na razie najlepsze co osiągnąłem to zażycie ulubionej tabacznej mieszanki i słuchanie muzyki z zamkniętymi oczyma. Ale czy emocjonalne wahania mogą być celem samym w sobie? Cykliczność jest naturalnym porządkiem świata, ale nie umiem dostrzec w niej celu. Lektura Siddharty Hessego tylko utwierdza mnie w tym przekonaniu. Dygresyjny charakter moich myśli nie pozwala mi nawet na stworzenie spójnego przekazu. Co gorsza takiego, nie mogę uznać go za sensowny i wnoszący cokolwiek dla innych.
Myślę, że lektura książki "Kandyd, czyli optymizm" byłaby dla mnie bardzo pożyteczna ze względu na wnioski, jakie wysnuwa. Niestety, miałem okazję wysłuchać prezentacji streszczającą przekaz w niej zawarty, co skutecznie zniechęca mnie do czytania wspomnianego dzieła Woltera. W każdym razie jestem na etapie wiary w to, iż praca może okazać się niebywale pomocna w zaakceptowaniu pesymistycznej wizji świata, jaką egzystencja serwuje ludziom refleksyjnym.
Obejrzę zaraz jakiś ładny film. Mówiąc ładny, wcale nie myślę ładny. W zasadzie nie powinienem był czegokolwiek myśleć, bo zdecydowanie nie mam zamiaru oglądać filmu, który już widziałem. Tak naprawdę chciałem obejrzeć Dług Krauzego.
Się uspokoiłem.