Zrobiłem najgłupszą rzecz na świecie. Idąc tropem etyki wyrzeczeń, przeświadczenie o własnej wielkości wywiodłem właśnie z rzeczonych wyrzeczeń. Stały się one moją małą-wielką dumą, choć tak naprawdę nie wymagają ode mnie żadnego zaangażowania. Prościej: kawał ze mnie zarozumialca, a po drodze hipokryty.
Miłość do ludzi mnie przerosła, ledwo umiem wyjść poza miłość do osoby, kochając grupę. Ale te ciepłe uczucia niosą za sobą kontrast z tymi niekochanymi. Gdzieś po drodze wykwita poczucie wyższości, momentami nawet pogarda. No i gdzie tu miłość? Za dużo sposobów na upadek, żeby stać prosto. Nawet kamieniem pierwszy w siebie rzucam, przeświadczony podświadomie o swojej niewinności. Wszystko uchodzi na sucho, ale co z tego, jeśli sensu brak.
No, ale nie mówimy bez działania, cnie? Ja mam dwa pomysły. Po pierwsze przehibernować do soboty. Po drugie, wejść na ścieżkę intuicyjnego sensu poprzez stopniowe zmniejszanie swojej potrzeby kosmicznego znaczenia. Popracować nad ego muszę zwyczajnie!
wtorek, 18 września 2012
wtorek, 11 września 2012
Mania dekonstrukcji
- Są dwie kategorie wszechświata
- Te kategorie to ambicja i człowieczeństwo
- Kategorie te są luźne, acz bardzo uznaniowe
- Są 3 osoby najbardziej zawieszone pomiędzy nimi
- Te osoby to Tomasz, Zuzanna i Pniewa
- Pniewa to bardziej ambicja
- Zuzanna to, mimo wszystko, bardziej człowieczeństwo
- Tomasz jest bardzo zagubiony
- Gdzieś pomiędzy
- Tomaszowi wydaje się, że determinując się po stronie którejś kategorii ludzie krzywdzą innych ludzi
- Tomasz chce naprawiać te krzywdy
- Jeśli ktoś ma rację to na pewno nie Tomasz
- To Tomasz krzywdzi ludzi
niedziela, 12 sierpnia 2012
List
Hej,
Dziękuję bardzo za twój ostatni list. Przepraszam, że się nie odzywałem, ale miałem dużo do roboty.
Znowu siedzę w oknie po nocy tak jak zwykłem to robić, słucham tej muzyki co kiedyś i myślę co u Ciebie. I mówiąc znowu, wcale nie mam na myśli, że dawno tego nie robiłem, choć tak właśnie może się wydawać. Bo tak naprawdę robię to regularnie. Słusznie zauważyłeś, że dawno nie rozmawialiśmy na poważne tematy. Niby ostatnio udało nam się wyjść z tego stanu, ale chyba nie było w tym namiastki bliskości takiej, jakiej którykolwiek z nas mógłby chcieć.
Siedzę tak i ostatnimi dzisiejszymi siłami zastanawiam się jak teraz na mnie spoglądasz. Bo zachowujesz się dokładnie tak, jak można by od przyjaciela oczekiwać. Mimo to niepokój we mnie narasta. Boję się, że w dużej mierze jestem źródłem tego, co teraz obserwuję. A obserwuję to, co jakiś rok temu. Wiesz, o co chodzi. Zmieniam się, Ty też? Ja chyba nigdy takim nie chciałem być, a jednak dobrze mi. Z niejasnych przyczyn zacząłem twardo stąpać po ziemi. To może wkurzać, sama perspektywa tego była dla mnie niepokojąca, a teraz jestem chyba po drugiej stronie. Porozmawiałbym.
Na razie kończę, bo mi się kończy czas, liczę na szybką odpowiedź. Co u Ciebie, rodzina zdrowa? Zapraszam do Warszawy w wakacje.
Z wyrazami szacunku i kumplowskiej tęsknoty,
twój Tomasz
P.S. pozdrów brata
Dziękuję bardzo za twój ostatni list. Przepraszam, że się nie odzywałem, ale miałem dużo do roboty.
Znowu siedzę w oknie po nocy tak jak zwykłem to robić, słucham tej muzyki co kiedyś i myślę co u Ciebie. I mówiąc znowu, wcale nie mam na myśli, że dawno tego nie robiłem, choć tak właśnie może się wydawać. Bo tak naprawdę robię to regularnie. Słusznie zauważyłeś, że dawno nie rozmawialiśmy na poważne tematy. Niby ostatnio udało nam się wyjść z tego stanu, ale chyba nie było w tym namiastki bliskości takiej, jakiej którykolwiek z nas mógłby chcieć.
Siedzę tak i ostatnimi dzisiejszymi siłami zastanawiam się jak teraz na mnie spoglądasz. Bo zachowujesz się dokładnie tak, jak można by od przyjaciela oczekiwać. Mimo to niepokój we mnie narasta. Boję się, że w dużej mierze jestem źródłem tego, co teraz obserwuję. A obserwuję to, co jakiś rok temu. Wiesz, o co chodzi. Zmieniam się, Ty też? Ja chyba nigdy takim nie chciałem być, a jednak dobrze mi. Z niejasnych przyczyn zacząłem twardo stąpać po ziemi. To może wkurzać, sama perspektywa tego była dla mnie niepokojąca, a teraz jestem chyba po drugiej stronie. Porozmawiałbym.
Na razie kończę, bo mi się kończy czas, liczę na szybką odpowiedź. Co u Ciebie, rodzina zdrowa? Zapraszam do Warszawy w wakacje.
Z wyrazami szacunku i kumplowskiej tęsknoty,
twój Tomasz
P.S. pozdrów brata
piątek, 10 sierpnia 2012
Trudności z zachowaniem świadomości
Dobrze wybrałem wysiadając na Starych Bielanach. Rzadko to robię, bo długo się idzie. W ogóle tego nie poczułem, bo dosyć długo pisałem smski do ludzi, którzy prawdopodobnie i tak już śpią. Zajęcie skończyło się w okolicy wiecznego miejsca, gdzie stanie dom kultury, które w tym spacerze, oznacza nie więcej nie mniej niż to, że już zupełnie niedaleko. No może jeszcze to, że dom kultury prawdopodobnie szybko tam nie stanie. Przestałem myśleć na dwie ulice i jedne tory tramwajowe, by odzyskać świadomość w miejscu, które mniej więcej miesiąc temu zwróciło moją uwagę. Dopiero zobaczywszy tam 4 koty, uświadomiłem sobie, że zawsze widuję tam w nocy koty, mimo że nie mają żadnego racjonalnego powodu, aby tam przebywać. Gościnnie pojawił się tam kiedyś pies o tylko trzech nogach, ale wtedy kotów nie było, mimo że pies wyglądał na tyle nieporadnie, że to nie on był powodem kociej absencji. Dobrze mi się zrobiło na myśl o tym stałym elemencie w moim życiu.
Dopiero wtedy zauważyłem, że zupełnie nie przeszkadzają mi croissant z masłem, płatki z mlekiem, pizza margheritta z pieczarkami i bez, piwo, wino i kola. Zadowolony z siebie, świadom arcydzieła, jakie się wydarza w mojej głowie, postukiwałem rytmicznie zapalniczką o klatkę piersiową. Coś na kształt bicia serca, może trochę szybciej. Nie umiem stwierdzić czy robiłem to od dwudziestu minut czy dopiero zacząłem.
Do moich myśli żołądek-koty-zapalniczka niebawem dołączył pewny chód; szeroko zarzucałem stopy, czemu wtórowało kołysanie bioder. Nieprzyzwoicie pociągłym czubkiem buta, z nieskromną przyjemnością, przydepnąłem niegrzecznie wyrzucony niedopałek. Chyba dojrzałem trochę. Chciałbym o tym mówić, ale nie za bardzo mam komu, bo stało się to kosztem każdej osoby, którym mówić lubię albo czuję, że powinienem.
No i myślałem o ludziach. Tak dobrych, że ja nie mogę. Nikt mnie nie nudzi, z każdym chcę być. Bierzcie, bierzcie, bierzcie, chcę dawać, tylko nie ruszajcie mnie z miejsca.
Dopiero wtedy zauważyłem, że zupełnie nie przeszkadzają mi croissant z masłem, płatki z mlekiem, pizza margheritta z pieczarkami i bez, piwo, wino i kola. Zadowolony z siebie, świadom arcydzieła, jakie się wydarza w mojej głowie, postukiwałem rytmicznie zapalniczką o klatkę piersiową. Coś na kształt bicia serca, może trochę szybciej. Nie umiem stwierdzić czy robiłem to od dwudziestu minut czy dopiero zacząłem.
Do moich myśli żołądek-koty-zapalniczka niebawem dołączył pewny chód; szeroko zarzucałem stopy, czemu wtórowało kołysanie bioder. Nieprzyzwoicie pociągłym czubkiem buta, z nieskromną przyjemnością, przydepnąłem niegrzecznie wyrzucony niedopałek. Chyba dojrzałem trochę. Chciałbym o tym mówić, ale nie za bardzo mam komu, bo stało się to kosztem każdej osoby, którym mówić lubię albo czuję, że powinienem.
No i myślałem o ludziach. Tak dobrych, że ja nie mogę. Nikt mnie nie nudzi, z każdym chcę być. Bierzcie, bierzcie, bierzcie, chcę dawać, tylko nie ruszajcie mnie z miejsca.
niedziela, 29 lipca 2012
wszystko na swoim miejscu.
Dzisiaj tak hipotetycznie mógłby nastąpić koniec tego pisania. Pierwszy raz od prawie dwóch udokumentowanych lat robię co chcę i nie tworzy to we mnie dysonansu. Oczywiście nie trzeba się specjalnie starać, żeby znaleźć zalążki problemów, ale przymykam na to oko. Pierwszy raz od dwóch lat, zupełnie poważnie. Nawet na siłowni byłem z tej błogości, a nie z potrzeby spełniania czyichkolwiek oczekiwań.
Mimo to chcę pisać, tak samo jak patrzeć, ściskać, drapać, głaskać i nieudolnie poszukiwać subtelności. Pierwszy raz po mojemu-naszemu, pierwszy raz bez dewiacji, pierwszy raz w hołdzie normalności. Rower w pokoju, kanapka rano, dziękuję bardzo, rączki całuję!
czwartek, 26 lipca 2012
próżnia
No hej, muszę czytać książki albo iść na studia, bo nic ze mnie nie wyciągniecie. Ciągle nie wiem czy to dobra diagnoza, ale praca mnie zniszczyła. To w ogóle nie uszlachetnia, co najwyżej uczy rezygnować z roszczeń. Jest źle źle źle, mam wszystko wszystko wszystko. Ulokowałem uczucia, spełniam oczekiwania rodziców, na studia mnie przyjęli, nawet pieniędzy nie brak (Jebane pieniądze). Dlatego właśnie nic nie powiem. I have no mouth and I must scream.
wtorek, 24 lipca 2012
adresat
Chciałbym umieć pisać jak Ty. Nie raz to powtarzałem, zdarzyło mi się pewnie też napisać. Ale szczególnie chcę się powtórzyć w tym właśnie momencie, bo po dzisiejszym wieczorem jestem pewny. Wielkiego wysiłku wymaga ode mnie mówić inaczej niż z Tobą lub o Tobie. Ale to właśnie chyba ten wysiłek sprawia, że w ogóle mogę mówić. Głupek ze mnie trochę, co nie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)