czwartek, 7 czerwca 2012

autobus

Niech pan się przesunie z tym szkłem
Wszyscy stoją w przejściu
Ale nie wszyscy ze szkłem!

Ja stoję z torbą
proszę pani

piątek, 1 czerwca 2012

napoje

Piję jogurt i colę i wodę z sokiem i herbatę. Tak samo źle się czuję pijąc piwo za piwem za piwem i popijając jackiem danielsem. Naprawdę nie ma różnicy. Chociaż jest - wczoraj się śmiałem, bo było obiektywnie śmiesznie. Przynajmniej pada deszcz - to pobudza wyobraźnię, ale tylko na chwilę. Do tego fatalnego moment, gdy mój umysł traci zainteresowanie tym, jak należy palić, żeby wyglądać jak Marcello ze słodkiego życia, na rzecz problemu w jakiś sposób już uniwersalnego dla mnie.

To straszne, że nie pamiętam już pięknych chwil, w których, jeśli w ogóle w czymkolwiek, dopatrywać się należy źródeł mojego przywiązania. Całe moje życie to, zależnie od nastroju, ostatni miesiąc, 3 dni, poranek.

Najpierw mówili, że głupia, że za dobry byłem, że będą lepsze. Im więcej mówili, tym było mi lżej. Teraz już w ogóle nie jest mi lekko, nie chcę tego słuchać, to nie jest czarno-białe. Zresztą i tak przestali. Jestem zbyt słodkim życiem, żeby ze mną o tym rozmawiać.

Uniwersalnego dlatego, że każdą pojedynczą sytuację odnoszę do zdarzeń zeszłego poniedziałku. Nie mam już wyrzutów przychodzić pijanym do domu - w końcu zostałem zostawiony. Jestem złym człowiekiem, bo zostałem zostawiony. Nie chce mi się ruszać z miejsca, w którym mogę leżeć - bo zostałem zostawiony. Nie muszę mieć przyszłości, bo zostałem zostawiony. Etcetera etcetera

Nie wiem kto zawinił, nie wiem co o tym myśleć. Nie czuję się ani dobrze, ani źle. Istnienie zdaje się być równie pociągające, jak niebyt. Chętnie słucham muzyki. Tylko to pozwala mi siebie pozytywnie oceniać. Dajcie mi punkt podparcia, a będę dobry!


wtorek, 29 maja 2012

wakacje

Wpadła mi do głowy chytra myśl, acz na razie nie traktuję jej poważnie. Może nie będę nic robił w te wakacje, wystarczy mi moje łóżko, skoro mam taką możliwość. Wyjazdy i realne doświadczenia zastępować będę książkami, filmami i muzyką, bo ostatecznie są one najlepszym, w co wymienione przeżycia można przekuć. Oszczędzi mi to licznych zawodów, bo są ludzie, którzy i tak lepiej radzą sobie z oddawaniem licznych impresji niż ja. Zawsze bałem się Egiptu i piramid i turystów i hieroglifów dlatego chyba dobrze, że tam nie pojechałem, a jednak słucham malesch agitation free i całkiem dobrze bawię się tak niezobowiązująco wędrując sobie z nimi, a raczej za nimi.

Boję się tak naprawdę, że nie jestem zdolny do jakichkolwiek przeżyć, że ekscytacja każdą podróżą i nietypową sytuacją w jaką pakuje mnie los wynika tylko i wyłącznie z wyobrażeń, jakie sobie wyrobiłem odnosząc się do relacji innych, a nie czystej radości poznania.

Nie ma morału. Naprawdę jest mi po ludzku przykro, bo to trochę znaczy, że nie ma nadziei.


poniedziałek, 28 maja 2012

kto bohater, a kto tchórz

Drodzy państwo-zjebaństwo,
ogłaszamy zastępstwo, dzisiaj muzyka przemówi za tomka, bo on trochę nie ma siły. Tak naprawdę nie chce nikogo obrazić i wyraża nadzieję, że wszyscy uśmiechnęli się pod nosem tak samo jak on, czytając tę wulgarną apostrofę.

niedziela, 27 maja 2012

muzyka

mówisz
że ambient to dla Ciebie nie muzyka
że nie możesz jej słuchać
w ogóle
ja jestem ambientem
nie katyń tylko kwiaty

niedziela, 20 maja 2012

wszystko, wszystko

Z ma się chyba źle i nie chce się do mnie odzywać i źle mi z tym. Niesamowicie pisze i całkiem myślę sobie, że kiedyś ktoś się na tym pozna. Po cichu marzy mi się nawet, że będziemy omawiani kiedyś na lekcjach języka polskiego w kontekście naszych nijakich czasów. Chyba częściej jej nie rozumiem niż rozumiem, ale prawdopodobnie to jest najładniejsze w naszej znajomości.

P mnie nie znosi, a ja mantrycznie wyznaję miłość prawie z taką samą regularnością, jak ona kiwała się dzisiaj grając na fortepianie. Za te 45 minut jestem w stanie wybaczyć jej wszystkie krzywdy jakie mi wyrządziła, choć wyrządzić nie musiała. I mówiąc, że nie musiała nie staram się zrobić jej wyrzutów, tylko wskazać na to, jak bardzo od mojego nastroju zależy to czy robię z siebie ofiarę czy mężnie to znoszę. Bardzo jej ciążę, a trochę bym nie chciał. Czekam, aż zadzwoni, choć chyba bardziej - czy zadzwoni.

Michał to mój pierwszy najlepszy kumpel. Ma te same problemy co ja. Czasami brak nam słów z tego powodu, ale to raczej miła świadomość. Teraz uczy się do kolosa, śpi albo przy dobrych wiatrach ogląda wniebowziętych, których też miałem obejrzeć. Założymy zespół. Jak to przeczyta, powie "Ty zjebie". To chyba najlepsza rzecz, na jaką mogę czekać w tym momencie.

Bardzo chętnie rozpisałbym się o każdym z nich, ale nie mogę bezkarnie zakładać, że są takimi samymi ekshibicjonistami jak ja. Nie wiem tylko czyimi problemami powinienem żyć najbardziej, bo własnych mi brak.

Moja babcia odeszła. Nie mam do czego wracać. Jedyne co mogę zrobić w tej sprawie to oddać jutro jej książkę do biblioteki. Nie było zakładki. Rozdział zamknięty.

środa, 4 kwietnia 2012

czy to nazywamy absolutem?

Spaliłem papierosa. Jak skończyłem, ani nie chciałem kolejnego, ani nie spieszyło mi się, żeby pozbyć się wszelkich konsekwencji z tym związanych. Rozejrzałem się spokojnie po pokoju i wsłuchałem się w muzykę, w którą wsłuchuję się już od dobrych kilku godzin. Jakiś kretyn z dredami chodzi gdzieś po świecie w koszulce "J Dilla changed my life". Ze względu na świeżo nabytą niechęć do kretynów z dredami nie chce mi się wierzyć, że może przynajmniej zamiłowanie do tego artysty jest nam wspólne. Nie umiem też zacząć myśleć o nim inaczej niż jako o kretynie z dredami. To co przeżywam jest silnie subiektywne i egoistyczne. Rozglądam się po pokoju. Po raz pierwszy poczułem, że każdy jego element jest na swój sposób fajny. Podobnie jak widok za oknem, ale to już wiedziałem. 

Czuję się dobrze. Ale nie utożsamiam obecnego stanu ze szczęściem. Jest kilka elementarnych powodów. Po pierwsze, nie chcę nikogo denerwować moją nachalną radością. Po drugie, coś dużo nieszczęścia dookoła mnie i całkiem mi przykro. Po trzecie, ten dziwny stan, którego doświadczam najpewniej pierwszy raz, nie ma żadnego odniesienia do wszystkiego co zwykłem nazywać moim życiem. Chyba dlatego, że wszyscy śpią. Może to ta słynna chwila dla siebie. Jak się zastanowię, to może podziękuję za to Bogu, ale wcale nie jest to pewne, bo jak się obudzę pewnie nic po tym nie zostanie.

Ale jestem też daleki od obojętności. Dziś do serca wezmę cały świat. Gdyby wszyscy się na mnie nie obrażali, to chętnie bym pogadał z każdą duszą. Napiłem się wody i usiadłem do pisania. Wszystko odbyło się stuprocentowo naturalnie. Skopię dobre wrażenie puentą, ale teraz naprawdę mam to w dupie. Wiem, co chcę powiedzieć. Po prostu bardzo miła jest świadomość, że można wejść w taki stan za pomocą czegoś co stworzył człowiek, nie pomagając sobie przy tym jakimikolwiek środkami wpływającymi na świadomość. Dobrze mi ze swoją świadomością. Nie chcę mi się spać, bo jutro wcale nie obiecuje więcej. Nie, jutro będzie super. Ale na pewno inaczej!